W szpitalu, po cesarskim cięciu przebywałam sama trzy dni na sali pooperacyjnej. Później przeniesiono mnie na salę, gdzie przebywały trzy inne mamy. W tym czasie, a było to 20 lat temu, noworodek nie był na sali razem z mamą. Był przynoszony tylko na okres karmienia.
Piątego dnia pobytu w szpitalu późnym wieczorem zasnęłam zmęczona. Obudziłam się, ponieważ ktoś szarpał mnie za ramię. Myślałam, że to pielęgniarka albo któraś z pacjentek. Otworzyłam oczy, podniosłam głowę i zobaczyłam stojącego nad sobą nieżyjącego brata. Włosy mi się zjeżyły na głowie ze strachu. Chciałam już krzyczeć, ale on przyłożył palec do ust abym była cicho. Powiedział mi:"Przyszedłem się pożegnać", ścisnął mocno moje ramię i zniknął. Widziałam go wtedy ostatni raz. Spojrzałam na zegarek , była godzina 22 z minutami.
Porozglądałam się wystraszona po sali. Moje współtowarzyszki rozmawiały ze sobą. Zapytałam je, czy widziały kogoś przy moim łóżku, ale odpowiedziały, że nie. Dopytywały się, dlaczego jestem taka przestraszona, ale nie odważyłam się im tego opowiedzieć, aby nie pomyślały, że oszalałam. Skwitowałam to, że chyba mi się coś prześniło i na tym pozostało.
Do dziś czuję mocny uścisk jego dłoni na moim ramieniu.




0 komentarze:
Prześlij komentarz