• Blog osobisty

    Bleki ma nowy domek.


     



         W połowie grudnia ubiegłego roku, we wtorek miałam dyżur nocny w pracy. Dzień zamierzałam pracowicie wykorzystać. Zbliżały się święta i miałam jak każda z nas w tym czasie mnóstwo pracy.
         Byłam jeszcze w łóżku, kiedy córka wyszła rano do pracy. Po krótkiej chwili usłyszałam dźwięk otwieranego zamka u drzwi. Pewnie czegoś zapomniała, pomyślałam. Córka weszła do mnie do sypialni i powiedziała: "Mamo zmarznięty piesek stał u nas pod blokiem, a kiedy szłam do auta to biegł za mną. Przyniosłam go na klatkę schodową i musisz się nim zająć". Wyszłam z nią na klatkę schodową i zobaczyłam pięknego , czarnego pieska, który patrzył na mnie żałosnymi oczkami spod kudłatej sierści.


    ,

         Wzięłam go do kuchni, gdyż moja sunia Mamba śpi w przedpokoju i nie bardzo podobało jej się nowe towarzystwo. Piesek nie miał obroży, był zziębnięty i bardzo wystraszony, bo cały czas chował się pod stołem. Kiedy chciałam pogłaskać go , uciekał przestraszony. Stwierdziłam, że musiał być przez kogoś bity. Był bardzo spragniony, suchej karmy nie chciał, ale kiedy dałam mu karmy z puszki, to wcinał aż mu się uszy trzęsły. Był bardzo wychudzony, dosłownie skóra i kości. Na pierwszy rzut oka nie było tego widać, bo miał kudłatą sierść, ale. kiedy go wykąpałam wyglądał przerażająco.
         Córka, zanim dojechała do pracy, kilka razy dzwoniła i pytała co dzieje się z pieskiem. Miałam jeszcze nadzieję, że piesek komuś uciekł, ale brak obroży wskazywał raczej na to, że został przez kogoś wyrzucony.
    Zrobiłam mu kilka fotek i udostępniłam na Fb z nadzieją, że może znajdzie się jego właściciel. Córka zrobiła to samo. Syn doradził mi abym pojechała z nim do weterynarza, który sprawdzi czy ma chipa.
         Już miałam z nim wychodzić z domu i udać się do weterynarza, kiedy zadzwoniła córka z informacją, że na Fb odezwała się osoba, która chce go adoptować, ale dopiero po weekendzie. Ja napisałam tej osobie, że nie mogę tak długo czekać i jutro muszę odwieźć pieska do schroniska.
         Nie wiedziałam jak się do niego zwracać, więc nazwałam go Bleki, ze względu na jego czarną sierść.
    Bleki przebywał w kuchni, ponieważ Mamba nie tolerowała nowego przybysza, warczała na niego i chciała go ugryźć. Córka prosiła mnie, abym go jeszcze nigdzie nie odwoziła, bo chce go jeszcze zobaczyć, kiedy wróci z pracy. W tym czasie przyjechał zobaczyć go syn a później synowa, na widok których posikał się, nie wiem czy z radości czy ze strachu.
         Zadzwoniłam do schroniska. Poproszono mnie abym go przywiozła. Na drugi dzień po południu z bólem serca odwiozłam Blekiego do schroniska. Przez człą drogę Bleki skomlał, nie wiem czy bał się jechać autem, czy raczej wiedział gdzie jedzie. Oczywiście chipa nie miał a ja cała we łzach wróciłam do domu, upewniwszy się w schronisku, że będę go mogła odwiedzić. W piątek zadzwoniłam do schroniska z zapytaniem jak się ma Bleki i czy mogę go w sobotę odwiedzić. Dowiedziałam się, że Bleki został odrobaczony, zaszczepiony i zachipowany i być może jutro go tam już nie będzie. Powiedziano mi, że osoba która kontaktowała się z nami przez Fb chce go jutro adoptować. W sobotę o 11 00 zadzwoniłam do schroniska. Bleki niestety wciąż tam przebywał. Kupiłam karmę dla piesków i pojechałam do schroniska.
         W schronisku odbywała się adopcja szczeniaków, więc aby zabrać Blekiego na spacer musiałam poczekać. Usłyszałam, że nie ma już szczeniaków do adopcji. Widziałam rozczarowanie na twarzach małżeństwa z kilkuletnim wnukiem, którzy też chcieli adoptować szczeniaka.
         Osoba ze schroniska poradziła im, że jeżeli są zdecydowani adoptować pieska, mogą teraz rozejrzeć się po schronisku i wybrać któregoś pieska. W tym czasie wolontariuszka poszła przynieś Blekiego. Zobaczyłam tu dużą szansę na jego adopcję i nie zważając na nic pokazałam tej parze zdjęcia Blekiego na moim telefonie. Bardzo im się spodobał, a mężczyzna powiedział, że miał kiedyś podobnego pieska i postanowili go adoptować. Po chwili wolontariuszka przyniosła Blekiego i cała trójka poszła z pieskiem na spacer. Zdążyłam się tylko wymienić z nimi nr telefonu i zapytałam czy mogę za jakiś czas zadzwonić i zapytać o pieska.
         Po trzech tygodniach zadzwoniłam do nich. Powiedzieli mi, że piesek teraz ma na imię Dżeki, przybrał trochę na wadze, słucha Pana a Pani go rozpieszcza. A ja jestem bardzo szczęśliwa, że piesek znalazł prawdziwy domek.


    2 komentarze:

    1. Pies się wystraszył jak Twój syn przyjechał pn. to on go bił - tak było na pewno

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Wiem, że moi synowie kochają zwierzęta i nigdy nie skrzywdziliby pieska :-)

        Usuń

    O mnie

    Moje zdjęcie
    Mam męża i troje dorosłych dzieci. Mieszkam i pracuję na Śląsku. Pochodzę z Podkarpacia, gdzie się urodziłam, wychowałam i wykształciłam. Kilka lat temu kupiłam tam posiadłość z moich snów. Moją pasją jest ogród, książki i kino. Nie jestem pisarką, więc mój blog jest daleki od doskonałości. Znajdziesz w nim wiele błędów językowych i na pewno nie znajdziesz w nim wielu przecinków. Mam nadzieję, że znajdziesz tu odpowiedź na pytanie, co w życiu najważniejsze.