Witajcie Stany Zjednoczone.
|
|
Bilet do Stanów był już zakupiony, za pieniądze wysupłane przez rodziców. Wzięli oni również pożyczkę w gminie, gdyż w tamtych czasach była to ogromna suma pieniędzy.
Plan był taki- lecę do Stanów i zostaję tam nielegalnie na stałe, jak to czyniła większość Polaków- szczęściarzy, którym udało się otrzymać wizę. Kiedy już tam się "ustawię", dojedzie do mnie mój chłopak i będziemy tu żyć długo i szczęśliwie. Wiedzieliśmy o tym, że będzie z tym problem, bo przed poborem do wojska, nikt z młodych chłopaków nie mógł otrzymać wizy. Ale był na to sposób. Młodzi ludzie wyjeżdżali do Włoch a stamtąd uciekali do Stanów.
Ciotka, do której miałam polecieć, napisała, że czeka tam na mnie już praca, ponieważ jej córka założyła firmę sprzątającą i potrzebuje ludzi do pracy, co mnie bardzo ucieszyło.
Niestety, jak już wcześniej pisałam, nasz plan się posypał, gdyż przed wyjazdem, okazało się, że jestem w ciąży. Wiedziałam już, że po 3 miesiącach wrócę do Polski. Zdążyliśmy jedynie załatwić w sądzie zgodę na ślub, gdyż mój chłopak miał 18 lat.
Na Okęciu pożegnałam się z chłopakiem i tatą, którzy mnie odwieźli do Warszawy. Samolot wystartował o godzinie 8 00 rano. Lot trwał 12 godzin, w tym było międzylądowanie w Montrealu. W samolocie katering był "wypasiony" jak na tamte czasy, gdzie w sklepach świeciły pustki. Podano śniadanie, obiad i kolację a na koniec lotu gorące, mokre odświeżające chusteczki.
W samolocie siedziałam obok dziewczyny z Warszawy, która leciała do Stanów do pracy w firmie LOT, sprzedającej bilety na samolot. Zaprzyjaźniłam się z nią i w chwilach słabości dzwoniłam do niej do pracy. Bardzo mi ona pomogła przy odprawie na lotnisku, bo tam też miała dyżury, kiedy wracałam do Polski i miałam duży nadbagaż i musiałabym zapłacić sporą sumę dolarów.
Na lotnisku w Chicago czekała na mnie ciotka z córką i wnuczką oraz para ich znajomych. Napisałam ciotce w liście, że będę ubrana w białą bluzkę i niebieskie spodnie. Rozpoznali mnie znajomi ciotki, gdyż ona upierała się przy tym, że ja mam ubrane siwe spodnie a nie niebieskie, jak napisałam w liście. Córka ciotki wręczyła mi kwiaty i zrobiła mi zdjęcie z jej 9-letnią córką April. (zdjęcie wyżej)
Spojrzałam na zegarek, była godzina 20 00, w Chicago była dopiero godzina 14 00 i świeciło słońce.
Kiedy wsiedliśmy do samochodu, ciotka bez ogródek powiedziała, że na razie dla mnie pracy nie ma, bo córka ma mało zleceń i sama nie ma co robić. Po godzinie dotarliśmy do domu, przespałam się na leżaku obok basenu a wieczorem zjadłam drugą kolację w tym dniu.
Był to dla mnie najdłuższy i najsmutniejszy dzień w życiu. Już wtedy wiedziałam, że nie będzie łatwo a ciotka jest bardzo niesympatyczną osobą.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
O mnie
- Liza Zulk
- Mam męża i troje dorosłych dzieci. Mieszkam i pracuję na Śląsku. Pochodzę z Podkarpacia, gdzie się urodziłam, wychowałam i wykształciłam. Kilka lat temu kupiłam tam posiadłość z moich snów. Moją pasją jest ogród, książki i kino. Nie jestem pisarką, więc mój blog jest daleki od doskonałości. Znajdziesz w nim wiele błędów językowych i na pewno nie znajdziesz w nim wielu przecinków. Mam nadzieję, że znajdziesz tu odpowiedź na pytanie, co w życiu najważniejsze.




0 komentarze:
Prześlij komentarz